Świnoujście. Apelują do siebie samych i udają, że coś robią
To już nie jest nawet śmieszne. To jest zwyczajnie żenujące.
Radni Świnoujścia razem z prezydent Joanna Agatowska wychodzą do mediów i ogłaszają wielki apel. Chcą, żeby „najwyższe władze” coś zrobiły z udostępnieniem terenów turystycznych na prawobrzeżu.
Tylko pojawia się jedno zasadnicze pytanie.
Do kogo oni właściwie apelują?
Bo przecież to nie jest anonimowy samorząd z końca Polski, który nie ma żadnych kontaktów. To są ludzie, którzy sami chwalą się relacjami z ministrami, wiceministrami, marszałkami województwa, a nawet marszałkiem Sejmu.
To są ich znajomi. Ich środowisko polityczne.
I co?
I nic.
Półtora roku i zero konkretów
Minęło półtora roku. W tym czasie było dużo wystąpień, dużo zdjęć, dużo deklaracji.
Były też wyjazdy finansowane z pieniędzy mieszkańców. Tłumaczone jako „załatwianie spraw dla miasta”.
No to sprawdzamy.
Co zostało załatwione?
Jakie są efekty tych spotkań, tych kontaktów, tych relacji?
Bo mieszkańcy Świnoujścia ich nie widzą.
Teatr dla mediów
Dziś radni ustawiają się do zdjęcia. 21 głosów „za”. Uchwała. Apel. Komunikat.
I co dalej?
Nic.
To wygląda jak klasyczny teatr dla mediów. Pokazać, że „coś robimy”, że „walczymy”, że „apelujemy”.
Tylko że mieszkańcy nie potrzebują apeli.
Mieszkańcy potrzebują skuteczności.
Znajomości są tylko do zdjęć?
Największy problem w tym wszystkim jest jeden.
Jeżeli ktoś ma dostęp do władzy centralnej, jeżeli ma znajomości, jeżeli bywa na spotkaniach na najwyższym szczeblu, to oczekiwania są proste.
Ma załatwiać sprawy.
A nie opowiadać, że „będzie próbował”.
Bo to nie jest poziom amatorski. To jest zarządzanie miastem.
Świnoujście zasługuje na więcej
Świnoujście to nie jest „paździerzowe miasto”. To jest jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce.
Ale sposób zarządzania zaczyna wyglądać jak paździerz.
Apelowanie do swoich znajomych zamiast działania.
Zdjęcia zamiast decyzji.
Deklaracje zamiast efektów.
Mieszkańcy to widzą.
I coraz częściej przestają wierzyć w te wszystkie komunikaty.
Bo prawda jest prosta.
Jeśli masz możliwości i nic nie robisz – to problemem nie jest brak kontaktów.
Tylko brak skuteczności.
Tak to widać – z daleka z odległości 11.000 kilometrów
