13 grudnia. Data, która dla milionów Polaków oznacza strach, nocne pukanie do drzwi, internowania, pałki ZOMO i czołgi na ulicach. Data hańby i zdrady. A dziś? Dziś ludzie ideowo i mentalnie wywodzący się z tamtego systemu siedzą w polskojęzycznym rządzie, zajmują najważniejsze stanowiska w państwie i bez wstydu śmieją się obywatelom prosto w twarz.
Nie ma rozliczenia. Nie ma sprawiedliwości. Nie ma elementarnej refleksji. Jest za to kpina.
44 lata po wprowadzeniu stanu wojennego III RP wciąż nie potrafiła zerwać z komunistycznym dziedzictwem. Spadkobiercy tamtego układu nie tylko nie zniknęli z życia publicznego, ale doszli do władzy. Zasiadają w Sejmie, w rządzie, na fotelu marszałka. Decydują o prawie, edukacji i przyszłości kraju. I robią to z pogardą dla historii oraz ofiar.
Stan wojenny nie był „trudną decyzją”. Był zbrodnią. Był wojną wypowiedzianą własnemu narodowi. Był strzałem w plecy ludziom, którzy chcieli wolności. A dziś próbuje się to relatywizować, zagłuszać i zamieniać w niewygodny przypis.
Czego wy jeszcze nie rozumiecie?
Że brak dekomunizacji to nie był błąd, tylko świadomy wybór?
Że państwo bez rozliczeń zawsze wraca do starych mechanizmów?
Że jeśli oprawcy i ich ideowi następcy nigdy nie ponieśli konsekwencji, to dziś czują się bezkarni?
Śmieją się wam w twarz, bo wiedzą, że mogą. Bo przez lata wmówiono Polakom, że „trzeba iść dalej”, „nie rozdrapywać ran”, „patrzeć w przyszłość”. Efekt? Przyszłość piszą ci, którzy nigdy nie rozliczyli przeszłości.
13 grudnia to nie jest data do przemilczenia. To test pamięci narodowej. I dziś ten test oblaliśmy.
Jeśli ktoś wciąż nie rozumie, dlaczego Polska wygląda tak, jak wygląda, niech spojrzy, kto sprawuje władzę 44 lata po stanie wojennym. I niech zada sobie jedno pytanie: czy ofiary tamtych dni naprawdę doczekały się sprawiedliwości?
Bo jeśli nie – to historia właśnie zatacza koło.
