Urząd Miasta Świnoujście zaprezentował mieszkańcom wizję przyszłości: po ulicach kurortu mają kiedyś jeździć eleganckie „bryczki”, tyle że bez koni. Brzmi nowocześnie? Nie. Brzmi jak kpina z inteligencji mieszkańców i turystów.
Bryczka jest bryczką właśnie dlatego, że ciągnie ją koń. To tradycyjny pojazd konny, a nie elektryczny samochodzik stylizowany na dziewiętnastowieczną dorożkę. Jeżeli pojazd ma silnik elektryczny, akumulatory, kierownicę i kierowcę, to jest po prostu pojazdem elektrycznym. Można go ozdobić, dodać dekoracyjne lampy, duże koła i eleganckie siedzenia, ale nadal nie stanie się prawdziwą bryczką.
Po polskich kurortach od wielu lat jeżdżą elektryczne wózki, powszechnie nazywane meleksami. Teraz ktoś próbuje sprzedać mieszkańcom niemal ten sam pomysł w droższym, bardziej dekoracyjnym opakowaniu i przedstawić go jako przełomową alternatywę.
Najpierw problem, później kosztowne „rozwiązanie”
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że miasto wcześniej postanowiło stopniowo wygaszać działalność tradycyjnych dorożek. Nowe zgody nie mają być wydawane, więc wraz z upływem czasu konie mają zniknąć z ulic Świnoujścia.
Kto właściwie udowodnił, że takie rozwiązanie jest konieczne? Czy przedstawiono mieszkańcom wyniki kontroli weterynaryjnych? Czy wykazano przypadki złego traktowania zwierząt? Czy zbadano warunki pracy, odpoczynku, pojenia oraz opieki nad końmi? Czy policzono ekonomiczne i społeczne skutki likwidacji tej działalności?
Zamiast konkretnych danych otrzymujemy opowieść o „nowoczesności” i „alternatywach”. Najpierw tworzy się presję na likwidację tradycyjnych dorożek, a później prezentuje drogie pojazdy elektryczne, których – jak przyznaje sam urząd – miasto nie zamówiło, nie wiadomo, czy można je bez problemu zarejestrować, ani ile ostatecznie kosztowałoby ich wprowadzenie.
To nie jest jeszcze plan transportowy. To pokaz marketingowy.
Co stanie się z końmi?
W całej tej opowieści brakuje odpowiedzi na najważniejsze pytanie: co stanie się z końmi, kiedy przestaną zarabiać na swoje utrzymanie?
Koń potrzebuje stajni, paszy, opieki weterynaryjnej, pielęgnacji i codziennej pracy człowieka. To kosztuje. Nie można więc beztrosko zakładać, że po likwidacji dorożek wszystkie zwierzęta trafią na spokojną, kosztowną emeryturę.
Istnieje realne ryzyko, że część właścicieli zostanie zmuszona do sprzedaży koni. Miasto powinno jasno odpowiedzieć, czy przeanalizowało dalszy los tych zwierząt oraz czy przygotuje program wykupu, adopcji albo finansowania ich utrzymania. Bez takich zabezpieczeń hasło „ochrony koni” może skończyć się dla części zwierząt sprzedażą i wywozem, nawet na ubój.
Nie wolno przedstawiać tego jako pewnego skutku, ale jeszcze większą nieodpowiedzialnością byłoby udawanie, że takie zagrożenie nie istnieje.
Koń pociągowy nie jest z definicji zwierzęciem krzywdzonym
Koń od wieków współpracował z człowiekiem. Istnieją rasy hodowane i przygotowywane do pracy zaprzęgowej. Sama praca nie jest automatycznie znęcaniem się nad zwierzęciem. O dobrostanie decydują konkretne warunki: obciążenie, temperatura, czas pracy, odpoczynek, dostęp do wody, stan zdrowia i sposób traktowania.
Jeżeli ktoś łamie przepisy albo źle traktuje zwierzęta, powinien ponieść konsekwencje. Potrzebne są regularne kontrole i jasne standardy. Nie oznacza to jednak, że należy zlikwidować całą działalność i zastąpić żywe konie drogimi elektrycznymi imitacjami bryczek.
Nie wszystko, co elektryczne, jest automatycznie lepsze
Świnoujście nie potrzebuje kolejnego propagandowego obrazka przedstawianego jako wielki krok ku przyszłości. Potrzebuje rozsądnych decyzji opartych na faktach, rachunku ekonomicznym i konsultacjach z mieszkańcami.
Tradycyjne dorożki można kontrolować. Można określić maksymalną temperaturę pracy, obowiązkowe przerwy, dostęp do wody, limity obciążenia i częstotliwość badań weterynaryjnych. Można karać tych, którzy nie przestrzegają zasad. Likwidacja całej tradycji nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem.
Elektryczny pojazd stylizowany na bryczkę nadal pozostaje elektrycznym pojazdem. Nie zastąpi historii, tradycji ani relacji człowieka ze zwierzęciem. A jeśli władze chcą usuwać konie z ulic Świnoujścia, powinny najpierw uczciwie powiedzieć mieszkańcom, dlaczego to robią, ile będzie kosztowała alternatywa i jaki los czeka zwierzęta.
Bo pod hasłem troski o konie nie wolno doprowadzić do sytuacji, w której właśnie konie zapłacą najwyższą cenę.

