WYSPIARZE Z PASJĄ
O pięknych włosach... modnych fryzurach i trendach obowiązujących w nadchodzącym sezonie -...
Czytaj więcej
|
|
O pięknych włosach... modnych fryzurach i trendach obowiązujących w nadchodzącym sezonie -...
Czytaj więcej
|
Duży Lotek
2012-05-22 6 9 32 34 38 44 Multi Multi 2012-05-22 14:00 3 4 9 15 18 26 37 38 39 44 47 50 52 57 62 65 71 73 75 76 Plus 38 Multi Multi 2012-05-22 22:15 2 9 10 12 17 19 20 21 23 27 35 39 50 55 57 66 68 72 73 76 Plus 57 Twój Szczęśliwy Numerek Express Lotek 2012-05-22 1 12 14 26 27 Zakłady Specjalne |
Opowieść Patrycji - Nowy Wyspiarz |
|
|
|
| Niedziela, 22. Marzec 2009 09:03 | |
|
25-letnia Patrycja Muzykiewicz straciła pracę w szwedzkiej spółce Kreatina, gdzie była zatrudniona od sierpnia 2006. Jako że umowa została zawarta na czas określony (do 31 grudnia 2013), pracodawca nie musiał wskazać przyczyny uzasadniającej rozwiązanie umowy. Zdaniem Patrycji, powodem jest jej nienajlepszy stan zdrowia. Kobieta zamierza udowodnić przed sądem, że winna temu jest właśnie Kreatina. Pracowałam na produkcji. Do moich obowiązków należało sprawdzanie, czy towar jest odpowiedniej jakości, czy został dobrze zapakowany. Stałam na tzw. linii i odbierałam gotowe produkty. Po sprawdzeniu, wkładałam je do skrzynek, skrzynki stawiałam na paletę. Następnie trafiały one do magazynu, a stamtąd do Szwecji lub Danii. Na palcie mieszczą się 64 skrzynie. Wszystko razem waży ponad 320kg. Teoretycznie paletę ze skrzynkami powinien odebrać ode mnie i odstawić wózkiem widłowym do magazynu serwisant, w praktyce zwykle robiłam to sama, bo serwisant był zajęty. Na przykład paleniem papierosa. Naprawdę trzeba się było natyrać. Po 8 godzinach pracy często bardzo bolał mnie krzyż, a nóg dosłownie nie czułam. Dłonie drętwiały i puchły, pomimo dwóch par rękawic, bo bekon był zimny, jak lód. Z czasem przyjęto do firmy więcej osób. Nie miało to jednak przełożenia na poprawę warunków pracy. Po prostu produkcja zamiast na dwie, szła teraz na 3 zmiany. Będąc na okresie próbnym zarabiałam na początku 1.200, potem 1.500 zł na rękę. Kto chciał, mógł sobie dorobić pracując w nadgodzinach. Mój rekord wynosił 52 godziny nadliczbowe w miesiącu. Ostatnia wypłata, którą otrzymałam na konto, to trochę ponad 1.600 zł. 12 czerwca mój ginekolog stwierdził, że jestem w ciąży. Ukryłam ten fakt przed kierownictwem Kreatiny. Bałam się, że mogę stracić pracę. Co prawda wcześniej nie było w firmie takich przypadków, ale atmosfera, jaka tam panuje, nie jest przyjazna dla ciężarnych pracownic. Zwierzyłam się dwóm, może trzem koleżankom i pracowałam tak samo ciężko, jak przedtem. One starały się mi pomóc i wyręczać mnie przy cięższych zajęciach, nie zawsze jednak mogły. Szefowej zamierzałam powiedzieć o ciąży, gdy będę już w trzecim miesiącu. Stało się jednak inaczej. 29 lipca bardzo bolał mnie dół brzucha, zaczęłam krwawić. Zwolniłam się z pracy i na piechotę dotarłam do promu. Ginekolog, z którym się skontaktowałam, skierował mnie do szpitala. Okazało się, że ciąża jest zagrożona. Leżałam na podtrzymaniu 9 dni. Potem wypisano mnie do domu, dostałam zwolnienie. 24 sierpnia wylądowałam w szpitalu z poronieniem w toku. To był 11 tydzień ciąży. Nic już nie dało się zrobić... Do pracy wróciłam we wrześniu. 20 listopada, kilkanaście minut przed siódmą, miałam terenie Kreatiny wypadek. Było ciemno i bardzo ślisko. Idąc, nadepnęłam na wieko, które przykrywało studzienkę. Wieko zostało źle zamocowane i wpadłam do środka. Jakimś cudem nóg sobie nie połamałam, ale jedna spuchła mi i zsiniała. Nie było mowy, bym dała radę ustać na niej przez 8 godzin pracy. Koleżanka owinęła mi nogę bandażem elastycznym. Poszłam do brygadzisty, powiadomiłam go miejscu i przyczynie wypadku. Wzięłam wolne i od razu udałam się do lekarza. Otrzymałam skierowanie na chirurgię oraz 4 dni zwolnienia. Lekarz napisał, że uległam wypadkowi w miejscu pracy. To jedyny ślad, że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce, bo w Kreatinie protokołu na tę okoliczność nie sporządzono. W grudniu zaczęły mnie boleć plecy. Z bólu nie mogłam w nocy spać. Badania wykazały, że mam skrzywiony kręgosłup. Wcześniej tego nie było, musiałam go uszkodzić wtedy, gdy wpadłam do studzienki. Zalecono mi zabiegi rehabilitacyjne. Dostałam skierowanie do Rusałki, ale nie zdążyłam go wykorzystać, bo nabawiłam się zapalenia oskrzeli, przez co poszłam na chorobowe. W Kreatinie pracuje się w pomieszczeniach o bardzo niskiej temperaturze. Czasem jest zimno, jak na Syberii, innym razem - trochę powyżej zera. Decyduje o tym główny mechanik. Mimo odzieży ochronnej, którą pracownicy dostają od firmy, nieraz bardzo solidnie zmarzłam. W grudniu nie wróciłam już do pracy, gdyż po wykorzystaniu zwolnieniu, wzięłam kilka dni urlopu. Pojechaliśmy z mężem na sylwestra do Berlina. To był dla nas ciężki i smutny rok, zwłaszcza drugie półrocze, dlatego chcieliśmy zakończyć go jakoś szczególnie. Pod koniec stycznia znowu zaczęłam chorować. Miałam wrażenie, że ktoś wbija mi w brzuch szpilki. Nie mogłam pracować. Dwudziestego szóstego poszłam do Przychodni Rodzinnej. Leżałam na łóżku u pielęgniarek i wyłam z bólu. Lekarz dał mi skierowanie do szpitala. Ponieważ nie byłam w stanie chodzić, pielęgniarki zamówiły mi karetkę. Trafiłam na ginekologię. Okazało się, że mam zapalenie narządów miednicy małej. Po 3 dniach zostałam wypisana do domu, otrzymałam 14 dni zwolnienia. Do pracy poszłam 12 lutego rano. Osiem dni później, po zakończonej dniówce, brygadzista wręczył mi zwolnienie, a na pocieszenie (?) dodał, że „świat nie kończy się na Kreatinie”. Moje miejsce zajęła dziewczyna z Polo Marketu, bliska znajoma jednego z pracowników Kreatiny. Ja zarejestrowałam się jako bezrobotna, wkrótce rozpocznę rehabilitację kręgosłupa. Czuję się jak zużyty i wyrzucony na śmietnik przedmiot, dlatego właśnie zadośćuczynienia za zmarnowane w Kreatinie zdrowie, będę dochodzić w sądzie. /spisała: Halina Piórowska/
|