|
Mało kto już dzisiaj wie, że do stanu wojennego w 1981 roku działał w Chojnie Klub Motorowy Bizon Chojna. Nazwa nie była przypadkowa, klub funkcjonował bowiem pod patronatem płockiej fabryki maszyn żniwnych, której sztandarowym produktem był... kombajn Bizon. Trzy lata temu - dzięki grupie entuzjastów sportów motorowych - odżyła w Chojnie idea klubu, a nawet stworzenia zupełnie nowej wartości - toru motokrosowego z prawdziwego zdarzenia.
Można powiedzieć, że w tym przypadku nastąpiła szczęśliwa koincydencja okoliczności. We właściwym miejscu, we właściwym czasie znaleźli się odpowiedni ludzie. Konkretnie - bracia Marek i Łukasz Kuglerowie wraz z grupą entuzjastów sportów motorowych, obserwując rosnące zainteresowanie motocyklami i motokrosem, postanowili ten pęd do szybkiej jazdy po bezdrożach „ucywilizować”. Jeśli, oczywiście, jest to odpowiednie słowo do określenia jazdy po naturalnym podłożu.
- Widzieliśmy, że coraz więcej osób interesuje się motokrosem, że jeżdżą po polach i lasach i wydało nam się, że byłoby dobrze stworzyć jakąś bazę do uprawiania tego sportu - powiedział Łukasz Kugler. - Tym bardziej że Chojna ma tradycje.
Rzeczywiście, Klub Motorowy Bizon Chojna działał nawet dosyć prężnie, specjalizował się w gokartach. Klub odnosił sukcesy w kraju, był rozpoznawalny. I kto wie, może funkcjonowałby do dzisiaj, gdyby nie to, że w stanie wojennym stowarzyszenia musiały przerwać swoją działalność. Na drzwiach zawieszono kłódkę. Jakiś czas później siedzibę klubu rozkradziono. Powoli rozmywała się też idea. W latach 90., w okresie transformacji, handlu szczękowo-łóżkowego i pędu do milionów nikt nie pamiętał o zamkniętym klubie Bizon. I było tak do czasu, kiedy bracia Kuglerowie wskrzesili i ideę i sam klub, który odtąd nosi nazwę - Klub Motorowy Chojna. Już bez bizona w nazwie. Nie ma bowiem sponsora. Wiadomo, że pieniądze w sporcie są bardzo istotne, a w tym zwłaszcza.
- Ciągle szukamy głównego sponsora - powiedział Łukasz Kugler. - Wspierają nas, co prawda, niektórzy lokalni przedsiębiorcy, potrzeby mamy jednak większe. Uczestnictwo w zawodach jest kosztowne. Występujemy też o dofinansowanie z gminy, prawdopodobnie otrzymamy w tym roku 50 tys. zł. Dotacje gminne to zresztą główne źródło naszego budżetu. Pomoże nam też sejmik zachodniopomorski, ale zawody, które planujemy przeprowadzić latem w ramach Pucharu Polski, kosztować będą minimum 40 tys. złotych. Można powiedzieć, że ciągle szukamy tych pieniędzy.
Obecnie klub liczy niespełna 30 członków. Zainteresowanie jego działalnością jest jednak znacznie szersze. Dowodem tego są licznie zgromadzeni widzowie na zawodach lokalnych czy nawet liczni gapie na treningach. W budowę toru na terenie poradzieckiego lotniska wojskowego zaangażowali się członkowie klubu. Pomagali miejscowi przedsiębiorcy i sponsorzy. Jak zauważa nasz rozmówca - włożyli w to dzieło dużo pieniędzy i wiele serca. Ile dokładnie to kosztowało? Trudno dzisiaj powiedzieć. Jedno jest pewne, tor o długości ponad 1600 metrów ciągle jeszcze nie jest skończony.
- W tym roku chcemy przyłączyć energię elektryczną i wodę. Zamierzamy zrobić stanowisko do mycia motocykli, a w przyszłości zbudować siedzibę klubu, gdzie można by się spotykać, gdzie byłoby zaplecze, w tym garaże niezbędne do organizowania większych zawodów - dodał Łukasz Kugler.
Pierwsze zawody rangi lokalnej zorganizowano w październiku ub.r. Przyciągnęły wielu fanów tego sportu. Odbywają się one jednak w stylu „wielkiego biwaku”. Czy to się szybko zmieni? Do zawodów Pucharu Polski tor w Chojnie zostanie przygotowany i wyposażony. Budowa infrastruktury z prawdziwego zdarzenia kosztuje jednak dużo więcej. Łukasz Kugler wierzy, że projekt zostanie zrealizowany.
R. K. CIEPLIŃSKI Kurier Szczeciński
|