Prezentacje projektów edukacyjnych - GP2
Prezentacje projektów edukacyjnych - GP2
Foto - PaL
{morfeo...
Czytaj więcej
|
|
Prezentacje projektów edukacyjnych - GP2
Foto - PaL
{morfeo...
Czytaj więcej
|
Duży Lotek
2012-05-22 6 9 32 34 38 44 Multi Multi 2012-05-22 14:00 3 4 9 15 18 26 37 38 39 44 47 50 52 57 62 65 71 73 75 76 Plus 38 Multi Multi 2012-05-22 22:15 2 9 10 12 17 19 20 21 23 27 35 39 50 55 57 66 68 72 73 76 Plus 57 Twój Szczęśliwy Numerek Express Lotek 2012-05-22 1 12 14 26 27 Zakłady Specjalne |
Bezrobotny Dyrektor |
|
|
|
| Piątek, 13. Marzec 2009 08:24 | |||
|
Od kilku dni zadaję sobie pytanie czy jestem ofiarą kryzysu, czy własnej pazerności? Z początkiem grudnia straciłem pracę, po raptem miesięcznej karierze dyrektora handlowego w firmie z dużym potencjałem. Niby dobry fachura w swojej dziedzinie, ale beznadziejny biznesmen, popadł po 10 latach istnienia na trudnym bądź co bądź rynku w kłopoty finansowe. Klienci mówią o nim, jest dobry w pracy, ale za "dobry" w negocjacjach cenowych. Robi dobrze, ale tanio... za tanio... Zatrudnił mnie, doświadczonego handlowca, znającego też tę branżę, po to abym pomógł mu się z dołka wygrzebać. Zastałem firmę w opłakanym stanie. Magazyn - tragedia. W systemie były jakieś wirtualne wartości, nic kompletnie się nie zgadzało. Trzeba było działać szybko! Inwentaryzacja - super pomysł, tylko ciężki w wykonywaniu, uwierzcie, towar był naprawdę ciężki. Praca szła troszkę opornie, ale w miarę sprawnie. Po miesiącu pracy większość towaru była zinwentaryzowana i skatalogowana, nadano numery i cechy identyfikacyjne, zaczęto wprowadzać dane do systemu, raczej zacząłem, bo te wszystkie prace wykonywałem sam. Udało dogadać się z wierzycielami, aby rozłożyli spłatę zadłużenia na raty. Przekonała ich do tego strategia rozwoju i plan finansowy. To była prawdziwa rewolucja w tej firmie. Wszystko szło świetnie. Przyzwyczaiłem się już do ciężkiej pracy fizycznej i psychicznej (przez miesiąc zgubiłem 3 kilo - a jestem w miarę wysportowany - zresztą tych paru kilogramów wcale nie jest mi żal). W firmie zacząłem z szefostwem zauważać efekty swojej pracy, więcej kasy w firmie, przewidywalne obroty, płynna działalność dzięki planowaniu pracy w warsztacie, większe marże na materiałach, przy zachowaniu tych samych cen lub niższych, dla klienta, dzięki negocjacjom z hurtowniami i dostawcami. Zaczęło się w końcu kręcić - i to w pierwszym miesiącu od mojego zatrudnienia. Ale przyszedł dzień wypłaty i pierwszy dzień kolejnego miesiąca. Szef - poinformował mnie, że w sumie nie widzi efektów mojej pracy, że teraz to on sobie da radę i życzy mi powodzenia. Mnie jakby piorun strzelił. Pytam za co? Odpowiedź - przemyślana. Bo w sobotę sprawdzałeś prognozę pogody, a mogłeś coś zrobić. No fakt sprawdziłem. Ale po to durniu żeby wiedzieć jaka będzie pogoda w poniedziałek rano, ile czasu potrzebuję na dotarcie do pracy. Na zarzut, że nie widzi mojej pracy miałem raport, który robiłem do późna nocy w niedzielę, z niego wynikło, że właśnie w tę sobotę zaoszczędziłem dla niego 20 000 złotych netto dzięki temu, że sprawdziłem rozrachunki z jedną tylko hurtownią, (ciągle narzekał, że go chyba kantują - ale on nie ma "czasu" tego sprawdzić). Za to dostałem dwie stówy ekstra do pensji - pierwszej i ostatniej zarazem, ostatniej jak dotąd. Po tym wprowadzeniu już wiecie, dlaczego jestem bezrobotny. Niestety ten fakt trwa już trzeci miesiąc. Jestem doświadczonym handlowcem, pracowałem w branży elektrycznej, motoryzacyjnej i to takiej przez duże M, i farmaceutycznej. Mam 11 letni staż pracy. Zaczynałem na stanowisku wybitnie robotniczym, jako elektryk w szpitalu na utrzymaniu ruchu. W międzyczasie, liceum, studia ekonomiczne - tytuł licencjata z zarządzania i marketingu. Potem zmiana, stanu posiadania i stanu rodzinnego, następnie przeprowadzka do większego miasta, adaptacja, zmiana pracy. Tym razem motoryzacja, stanowisko-magazynier. Przez trzy lata piąłem się w górę, aż w końcu objąłem stanowisko szefa sprzedaży na rynki wschodnioeuropejskie, w tej bądź co bądź, ale zagranicznej firmie. Rozstanie - poszło o pieniądze. Zarabialiśmy tam w stylu "mogłoby być choć trochę lepiej". No i się zaczęliśmy o tę "trochę lepiej upominać", szczególnie, że wypracowaliśmy jak na te warunki gigantyczny zysk. My dostaliśmy po sto parę złotych premii rocznej. Zmieniła się "Góra", atmosfera się zakwasiła. Znowu zmiana. Tym razem branża farmaceutyczna. Rok i to nie cały tam udało mi się wytrzymać. Byłem kupcem, obracałem milionami. Brylowałem na salonach, ale miałem jeden problem... byłem uczciwy. Zamęczyli mnie ciągłymi kontrolami, papierami, procedurami i nie chcieli dać asystenta. W końcu się wyczerpałem. Odszedłem, a pomógł mi w tym mój przełożony - też postanowił odejść. W sumie we dwójkę było raźniej. Powrót. Wróciłem do branży motoryzacyjnej, zacząłem handlować dużym towarem. Było o niebo lepiej, praca w terenie, cała Polska, swoje województwo, sam narzucałem sobie rytm pracy, a że przyzwyczaiłem się do harówy więc walczyłem na froncie, dość odważnie. Kasa. Kasa była niestety cienka. Wysoka cena ropy zabiła po raz pierwszy rynek transportowy, ciężko było coś sprzedać, za przyzwoitą cenę. Potem zaczął nadciągać kryzys, ten obecny. Ale mi kończyła się umowa i lepiej było dla firmy nie przedłużać ze mną umowy, ponieważ i tak byłem najmłodszym nabytkiem. Firma teraz ledwo zipie. Nie miałem do nich pretensji. Pieniądze, które przynosiłem do domu, nie pozwalały utrzymać żony i synka. Musiałem zarabiać więcej. Pojawiła się propozycja pracy i stanowiska dyrektora handlowego w firmie, o której wspomniałem na początku. Wiązało się to z codziennym dojeżdżaniem do sąsiedniego miasta - 50 km w jedną stronę, praca po nie mniej a 9 godzin dziennie, ale za pieniądze, które tam zarabiałem mogłem utrzymać rodzinę. Szkoda, że przez miesiąc. Ale cóż. Jest już prawie połowa lutego. A ja nie mogę znaleźć pracy. Wysłałem cały stos aplikacji. Niestety zero odzewu. Dziwi mnie to, i zastanawia - dlaczego? Jestem doświadczony, mam umiejętności, radzę sobie ze stresem, emocjami, potrafię negocjować, szybko się uczę, i NIKT mnie nie chce? Czy jestem już bezwartościowy na rynku pracy? Gdzie popełniłem błąd? Dlaczego nikt nie chce mi zaufać, i zaprosić na rozmowę kwalifikacyjną. Gdyby dano mi szansę, mógłbym udowodnić, że jestem wiele wart, i mogę z pełnym oddaniem przynosić pieniądze w koszach do firmy. Proszę dajcie mi szansę! Ja naprawdę, chcę dla was pracować. Ja po prostu nienawidzę zmieniać pracy, robię to tylko i wyłącznie z konieczności, ale dla pracodawcy jest to ogromna korzyść zatrudniając mnie. Ponieważ za niewielkie pieniądze (nie musze zarabiać dużo - moja żona wróciła do pracy i wystarczy na rachunki, tylko na jedzenie chciałbym zarobić) dostaje człowieka doświadczonego w kilku dziedzinach, z naprawdę szerokim horyzontem myślowym. Ja - Ofiara kryzysu. INTERIA.PL
|