Jeżeli Janusz Żmurkiewicz chce w taki sposób gospodarować mieniem miasta to niech da sam dobry przykład i wydzierżawi działkę szwagra na 30 lat na identycznych warunkach... E-r-i-s-o-w-e ł-z-y... ... czyli czy można poważnie traktować firmę Hotele SPA Dr Irena ERIS sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie? Nadal trwa walka polityczna na tle rezygnacji Ireny Eris z 10-groszowej dzierżawy nadmorskiej działki w Świnoujściu. Najbardziej aktualnym jej elementem jest opublikowany w szczecińskim wydaniu Gazety Wyborczej wywiad z Henrykiem Orfingerem, małżonkiem Ireny Eris, pod znamiennym tytułem: Henryk Orfinger: Żona po prostu się popłakała U c z c i w o ś ć O r f i n g e r a Wyróżniona przez redaktora Andrzeja Kraśnickiego (juniora) główna teza wywiadu, brzmi następująco: - Myślę, że gdyby PO była w Świnoujściu u władzy, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz. Nie wierzę, że są tak bezmyślni i głupi - mówi Henryk Orfinger, przewodniczący rady nadzorczej firmy Dr Irena Eris. Straszna jest wymowa tych słów! Rozumiem je następująco: bezmyślni i głupi są ci, którzy nie kradną. Wynika z nich, że uczciwi samorządowcy nie istnieją, bo gdyby dzisiejsza opozycja objęła władzę, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz! Być może takie poglądy wynikają z dotychczasowych doświadczeń Henryka Orfingera w innych gminach. Rzuca to nieciekawe światło (a raczej kładzie się cieniem), na dotychczasowych inwestycjach tej firmy... Z mojego życiowego doświadczenia wynika, że tylko ludziom nieuczciwym zależy na rozpowszechnianiu poglądu, iż ludzi uczciwych nie ma... E k o n o m i c z n a m y ś l O r f i n g e r a Przejdźmy teraz do wyrażanych przez Henryka Orfingera poglądów ekonomicznych: (...) zleciliśmy wycenę działki. Gotowa była we wrześniu 2008, a więc jeszcze zanim zaczął się kryzys. Okazało się, że działka warta jest nieco ponad 12 mln zł (...) Jakby pan policzył, według tych warunków, które mieliśmy w umowie, to z czynszu płaconego przez 30 lat wychodzi około 11 mln zł. Mówimy o dzisiejszych warunkach, bo w umowie jest uwzględniona indeksacja. Można powiedzieć, że czynsz jest rozłożony na lata. Jest, ale działka pozostaje wciąż własnością miasta i jeśli Świnoujście chciałoby ją kiedyś sprzedać, to sprzedałoby ją za dużo większe pieniądze. Redaktor Andrzej Kraśnicki (junior) nie skorzystał z propozycji swojego rozmówcy i nie policzył, czyli nie sprawdził wyliczanki Henryka Orfingera. My możemy się na to pokusić, żeby dzięki temu wykazać intelektualną nieuczciwość małżonka Ireny Eris. Przyjmijmy na chwilę, że wartość działki wynosi 12 mln zł, a więc tyle, ile mówił Henryk Orfinger. Mamy zatem 12-milionowy kapitał w postaci gruntu i chcemy te 12 mln zł komuś pożyczyć, czyli wydzierżawić. Najniższe możliwe do wyobrażenia realne oprocentowanie pożyczonego kapitału, to na dzień dzisiejszy 6%, co oznacza, że najniższy roczny czynsz powinien wynosić 720 tysięcy złotych rocznie! Tymczasem Janusz Żmurkiewicz zgodził się na jedyne 40 tysięcy złotych rocznie! Inaczej można przedstawić ten przypadek następująco: 12 mln zł oddajemy do banku jako lokatę na 30 lat na 5% procent z roczną kapitalizacją odsetek. Po 30 latach na koncie otrzymujemy kwotę: 12 mln x 1,0530 = 43 mln złotych, czyli 12 mln zł pierwotnego kapitału i 31 mln zł odsetek. Ponieważ jednak nawet Janusz Żmurkiewicz podważył publicznie wycenę Henryka Orfingera (konferencja prasowa z 6 lutego), przyjmiemy wartość wspomnianego gruntu 4-krotnie wyżej, czyli na 48 mln złotych, a więc daleko bardziej realnie. Wówczas roczny czynsz powinien wynieść 2 880 tysięcy złotych, tyle bowiem wyniosłyby minimalne 6-procentowe odsetki od 48-milionowego kapitału. Gdyby Janusz Żmurkiewicz zdecydował się na taką właśnie stawkę czynszu dzierżawnego, nie naraziłby się na zarzut niedozwolonej pomocy publicznej. Nie musimy zbytnio wysilać się nad określeniem dokładnej wartości tej działki. O jej wartości świadczy bowiem najlepiej fakt, że może na niej powstać 5-gwiazdkowy hotel, co potwierdziła przecież jednoznacznie firma Ireny Eris. A 5-gwiazdkowa działka kosztuje bardzo, ale to bardzo drogo... Jeżeli przy pomocy wskaźnika 6% spróbujemy obliczyć wartość gruntu, wychodząc od stawki dzierżawy 10 groszy/m2 przez pierwsze kilka lat i 1 zł/m2 później, to według umowy zawartej przez Żmurkiewicza wartość ta wynosi odpowiednio 20 zł/m2 x 32 996 m2 = 659 920 zł lub 200 zł/m2 x 32 996 m2 = 6 599 200 zł. Te proste wyliczenia są jednocześnie komentarzem do ekonomicznej wiedzy Henryka Orfingera, jaką publicznie zaprezentował mieszkańcom województwa... E k o n o m i c z n a m y ś l Ż m u r k i e w i c z a Dla kontrastu obliczmy, jaką wartość gruntu przyjmuje (świadomie lub nieświadomie) Żmurkiewicz, dzierżawiąc grunty przy promenadzie na cele handlowe. Roczna opłata dzierżawna za 1 m2 wynosi od 3.200 do 4.200 zł. Jeśli przyjąć, że są to 6-procentowe odsetki od wartości gruntu, wówczas cena 1m2 wynosi w tym przypadku od 53.000 zł do 70.000 zł/m2 ! Te liczby obnażają politykę Żmurkiewicza: dużym przedsiębiorcom nawet 10-krotnie zaniża wartość gruntu, małym wartość tę co najmniej 10-krotnie zawyża. W ten sposób wzmacnia tendencje do upadania małych rodzinnych firm, a pozwala rosnąć firmom dużym. Natomiast polityka gospodarcza kraju skierowana jest na ułatwienia dla małych i średnich firm, bo to właśnie one stwarzają najwięcej miejsc pracy. Janusz Żmurkiewicz nadawałby się jak ulał do zarządzania jakimś miastem w putinowskiej Rosji, tam bowiem przy wszechogarniającej korupcji wielcy rosną, a małe i średnie firmy ulegają wyniszczaniu lub podporządkowaniu. D l a c z e g o n i e m o ż n a s p r z e d a ć ? Parcelę można wystawić na sprzedaż dopiero wtedy, gdy się ją wydzieli geodezyjnie jako samodzielną działkę. Wydzielenie musi być zgodne z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Tak oto doszliśmy do tego, dlaczego działka, nazywana potocznie przez świnoujścian działką Eris, nie może być aktualnie sprzedana. Nie może, bo plan zagospodarowania dzielnicy nadmorskiej nie istnieje, nie ma więc jak tej działki wydzielić. Za to można ją wydzierżawić, a podstawą do wydzierżawienia jest rysunek na mapie. C z y m o ż n a b u d o w a ć ? Wydzierżawić można, ale czy na takiej parceli można coś legalnie zbudować? Przywołajmy treść art. 61 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Wymienia on warunki, jakie inwestor musi spełnić, by móc budować na terenach, które nie są objęte obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Jak widać, dotyczą one również niedoszłej świnoujskiej inwestycji Ireny Eris. Wśród szeregu warunków dopuszczających budowę, jest i taki: co najmniej jedna działka sąsiednia, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu; Jak wiadomo, tereny sąsiadujące z tzw. działką Eris, porośnięte są roślinnością, toteż do chwili uchwalenia i wejścia w życie planu zagospodarowania przestrzennego, nie można legalnie wydać decyzji o warunkach zabudowy dla jakichkolwiek obiektów! C z a r n y s c e n a r i u s z Przedstawię teraz najczarniejszy scenariusz, jaki mógłby się zrealizować przy kontynuacji procederu z niewydarzoną umową z firmą Ireny Eris. Załóżmy, że na podstawie lewej uchwały i lewej umowy dzierżawy, Janusz Żmurkiewicz wydaje lewą decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Następnie firma składa wniosek o pozwolenie na budowę, takowe lewe dostaje i buduje. Po zakończeniu inwestycji, hotel zaczyna funkcjonować. Mijają lata. Żmurkiewicz-emeryt spędza czas na doglądaniu oponiarni i myjni (w najlepszym dla siebie razie), a Świnoujściem zaczyna się interesować jakaś potężna firma hotelarska, na przykład z USA. Dokonuje rozeznania (firma, nie Żmurkiewicz) i bez większego trudu wykrywa, że konkurencja zbudowała hotel na wielokrotnym, wielopiętrowym naruszeniu prawa. Uruchamia więc potężną kancelarię prawną, ta zaś doprowadza do urzędowego stwierdzenia nieważności decyzji budowlanych i uzyskuje nakaz rozbiórki. Firma Ireny Eris musi zwinąć interes, przedtem jednak występuje o odszkodowanie. Jak myślicie, do kogo? Oczywiście, macie rację, do miasta! Bo to organy miasta bezprawnie wydzierżawiły, a następnie wydały budowlane pozwolenia. W ostatecznym rachunku mogłoby się okazać, że hotel (85 mln złotych) został wybudowany na koszt Świnoujścia, a później na koszt Świnoujścia rozebrany! Wówczas dziadzio Żmurkiewicz wylądowałby na ławie oskarżonych (porównaj losy Zarządu Miasta Szczecina, kierowanego przez Mariana Jurczyka), ale miasto i tak musiałoby te miliony zapłacić. Ten scenariusz nie musiałby się urzeczywistnić, ale przecież mógłby. Amerykanie podobno zaczynają się interesować Polską. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie: czy warto za 10 gr./m2 ryzykować aż tak wiele? Nie dziwię się, że Irena Eris roniła łzy. Dla niej biznes w Świnoujściu to doskonały interes. Nie ryzykowała niczym. No, może tylko ewentualnym niewielkim uszczerbkiem na reputacji, który udałoby się przykryć z pomocą usłużnych dziennikarzy. Gigantyczne konsekwencje finansowe poniosłoby natomiast miasto, czyli my, mieszkańcy Świnoujścia! Odpowiedź na tytułowe pytanie pozostawiam czytelnikom. Stanisław Możejko PS. Legalność decyzji administracyjnej można kwestionować do 10 lat od dnia jej wydania. Jeżeli Janusz Żmurkiewicz chce w taki sposób gospodarować mieniem miasta to niech da sam dobry przykład i wydzierżawi działkę szwagra na 30 lat na identycznych warunkach... E-r-i-s-o-w-e ł-z-y... ... czyli czy można poważnie traktować firmę Hotele SPA Dr Irena ERIS sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie? Nadal trwa walka polityczna na tle rezygnacji Ireny Eris z 10-groszowej dzierżawy nadmorskiej działki w Świnoujściu. Najbardziej aktualnym jej elementem jest opublikowany w szczecińskim wydaniu Gazety Wyborczej wywiad z Henrykiem Orfingerem, małżonkiem Ireny Eris, pod znamiennym tytułem: Henryk Orfinger: Żona po prostu się popłakała U c z c i w o ś ć O r f i n g e r a Wyróżniona przez redaktora Andrzeja Kraśnickiego (juniora) główna teza wywiadu, brzmi następująco: - Myślę, że gdyby PO była w Świnoujściu u władzy, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz. Nie wierzę, że są tak bezmyślni i głupi - mówi Henryk Orfinger, przewodniczący rady nadzorczej firmy Dr Irena Eris. Straszna jest wymowa tych słów! Rozumiem je następująco: bezmyślni i głupi są ci, którzy nie kradną. Wynika z nich, że uczciwi samorządowcy nie istnieją, bo gdyby dzisiejsza opozycja objęła władzę, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz! Być może takie poglądy wynikają z dotychczasowych doświadczeń Henryka Orfingera w innych gminach. Rzuca to nieciekawe światło (a raczej kładzie się cieniem), na dotychczasowych inwestycjach tej firmy... Z mojego życiowego doświadczenia wynika, że tylko ludziom nieuczciwym zależy na rozpowszechnianiu poglądu, iż ludzi uczciwych nie ma... E k o n o m i c z n a m y ś l O r f i n g e r a Przejdźmy teraz do wyrażanych przez Henryka Orfingera poglądów ekonomicznych: (...) zleciliśmy wycenę działki. Gotowa była we wrześniu 2008, a więc jeszcze zanim zaczął się kryzys. Okazało się, że działka warta jest nieco ponad 12 mln zł (...) Jakby pan policzył, według tych warunków, które mieliśmy w umowie, to z czynszu płaconego przez 30 lat wychodzi około 11 mln zł. Mówimy o dzisiejszych warunkach, bo w umowie jest uwzględniona indeksacja. Można powiedzieć, że czynsz jest rozłożony na lata. Jest, ale działka pozostaje wciąż własnością miasta i jeśli Świnoujście chciałoby ją kiedyś sprzedać, to sprzedałoby ją za dużo większe pieniądze. Redaktor Andrzej Kraśnicki (junior) nie skorzystał z propozycji swojego rozmówcy i nie policzył, czyli nie sprawdził wyliczanki Henryka Orfingera. My możemy się na to pokusić, żeby dzięki temu wykazać intelektualną nieuczciwość małżonka Ireny Eris. Przyjmijmy na chwilę, że wartość działki wynosi 12 mln zł, a więc tyle, ile mówił Henryk Orfinger. Mamy zatem 12-milionowy kapitał w postaci gruntu i chcemy te 12 mln zł komuś pożyczyć, czyli wydzierżawić. Najniższe możliwe do wyobrażenia realne oprocentowanie pożyczonego kapitału, to na dzień dzisiejszy 6%, co oznacza, że najniższy roczny czynsz powinien wynosić 720 tysięcy złotych rocznie! Tymczasem Janusz Żmurkiewicz zgodził się na jedyne 40 tysięcy złotych rocznie! Inaczej można przedstawić ten przypadek następująco: 12 mln zł oddajemy do banku jako lokatę na 30 lat na 5% procent z roczną kapitalizacją odsetek. Po 30 latach na koncie otrzymujemy kwotę: 12 mln x 1,0530 = 43 mln złotych, czyli 12 mln zł pierwotnego kapitału i 31 mln zł odsetek. Ponieważ jednak nawet Janusz Żmurkiewicz podważył publicznie wycenę Henryka Orfingera (konferencja prasowa z 6 lutego), przyjmiemy wartość wspomnianego gruntu 4-krotnie wyżej, czyli na 48 mln złotych, a więc daleko bardziej realnie. Wówczas roczny czynsz powinien wynieść 2 880 tysięcy złotych, tyle bowiem wyniosłyby minimalne 6-procentowe odsetki od 48-milionowego kapitału. Gdyby Janusz Żmurkiewicz zdecydował się na taką właśnie stawkę czynszu dzierżawnego, nie naraziłby się na zarzut niedozwolonej pomocy publicznej. Nie musimy zbytnio wysilać się nad określeniem dokładnej wartości tej działki. O jej wartości świadczy bowiem najlepiej fakt, że może na niej powstać 5-gwiazdkowy hotel, co potwierdziła przecież jednoznacznie firma Ireny Eris. A 5-gwiazdkowa działka kosztuje bardzo, ale to bardzo drogo... Jeżeli przy pomocy wskaźnika 6% spróbujemy obliczyć wartość gruntu, wychodząc od stawki dzierżawy 10 groszy/m2 przez pierwsze kilka lat i 1 zł/m2 później, to według umowy zawartej przez Żmurkiewicza wartość ta wynosi odpowiednio 20 zł/m2 x 32 996 m2 = 659 920 zł lub 200 zł/m2 x 32 996 m2 = 6 599 200 zł. Te proste wyliczenia są jednocześnie komentarzem do ekonomicznej wiedzy Henryka Orfingera, jaką publicznie zaprezentował mieszkańcom województwa... E k o n o m i c z n a m y ś l Ż m u r k i e w i c z a Dla kontrastu obliczmy, jaką wartość gruntu przyjmuje (świadomie lub nieświadomie) Żmurkiewicz, dzierżawiąc grunty przy promenadzie na cele handlowe. Roczna opłata dzierżawna za 1 m2 wynosi od 3.200 do 4.200 zł. Jeśli przyjąć, że są to 6-procentowe odsetki od wartości gruntu, wówczas cena 1m2 wynosi w tym przypadku od 53.000 zł do 70.000 zł/m2 ! Te liczby obnażają politykę Żmurkiewicza: dużym przedsiębiorcom nawet 10-krotnie zaniża wartość gruntu, małym wartość tę co najmniej 10-krotnie zawyża. W ten sposób wzmacnia tendencje do upadania małych rodzinnych firm, a pozwala rosnąć firmom dużym. Natomiast polityka gospodarcza kraju skierowana jest na ułatwienia dla małych i średnich firm, bo to właśnie one stwarzają najwięcej miejsc pracy. Janusz Żmurkiewicz nadawałby się jak ulał do zarządzania jakimś miastem w putinowskiej Rosji, tam bowiem przy wszechogarniającej korupcji wielcy rosną, a małe i średnie firmy ulegają wyniszczaniu lub podporządkowaniu. D l a c z e g o n i e m o ż n a s p r z e d a ć ? Parcelę można wystawić na sprzedaż dopiero wtedy, gdy się ją wydzieli geodezyjnie jako samodzielną działkę. Wydzielenie musi być zgodne z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Tak oto doszliśmy do tego, dlaczego działka, nazywana potocznie przez świnoujścian działką Eris, nie może być aktualnie sprzedana. Nie może, bo plan zagospodarowania dzielnicy nadmorskiej nie istnieje, nie ma więc jak tej działki wydzielić. Za to można ją wydzierżawić, a podstawą do wydzierżawienia jest rysunek na mapie. C z y m o ż n a b u d o w a ć ? Wydzierżawić można, ale czy na takiej parceli można coś legalnie zbudować? Przywołajmy treść art. 61 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Wymienia on warunki, jakie inwestor musi spełnić, by móc budować na terenach, które nie są objęte obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Jak widać, dotyczą one również niedoszłej świnoujskiej inwestycji Ireny Eris. Wśród szeregu warunków dopuszczających budowę, jest i taki: co najmniej jedna działka sąsiednia, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu; Jak wiadomo, tereny sąsiadujące z tzw. działką Eris, porośnięte są roślinnością, toteż do chwili uchwalenia i wejścia w życie planu zagospodarowania przestrzennego, nie można legalnie wydać decyzji o warunkach zabudowy dla jakichkolwiek obiektów! C z a r n y s c e n a r i u s z Przedstawię teraz najczarniejszy scenariusz, jaki mógłby się zrealizować przy kontynuacji procederu z niewydarzoną umową z firmą Ireny Eris. Załóżmy, że na podstawie lewej uchwały i lewej umowy dzierżawy, Janusz Żmurkiewicz wydaje lewą decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Następnie firma składa wniosek o pozwolenie na budowę, takowe lewe dostaje i buduje. Po zakończeniu inwestycji, hotel zaczyna funkcjonować. Mijają lata. Żmurkiewicz-emeryt spędza czas na doglądaniu oponiarni i myjni (w najlepszym dla siebie razie), a Świnoujściem zaczyna się interesować jakaś potężna firma hotelarska, na przykład z USA. Dokonuje rozeznania (firma, nie Żmurkiewicz) i bez większego trudu wykrywa, że konkurencja zbudowała hotel na wielokrotnym, wielopiętrowym naruszeniu prawa. Uruchamia więc potężną kancelarię prawną, ta zaś doprowadza do urzędowego stwierdzenia nieważności decyzji budowlanych i uzyskuje nakaz rozbiórki. Firma Ireny Eris musi zwinąć interes, przedtem jednak występuje o odszkodowanie. Jak myślicie, do kogo? Oczywiście, macie rację, do miasta! Bo to organy miasta bezprawnie wydzierżawiły, a następnie wydały budowlane pozwolenia. W ostatecznym rachunku mogłoby się okazać, że hotel (85 mln złotych) został wybudowany na koszt Świnoujścia, a później na koszt Świnoujścia rozebrany! Wówczas dziadzio Żmurkiewicz wylądowałby na ławie oskarżonych (porównaj losy Zarządu Miasta Szczecina, kierowanego przez Mariana Jurczyka), ale miasto i tak musiałoby te miliony zapłacić. Ten scenariusz nie musiałby się urzeczywistnić, ale przecież mógłby. Amerykanie podobno zaczynają się interesować Polską. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie: czy warto za 10 gr./m2 ryzykować aż tak wiele? Nie dziwię się, że Irena Eris roniła łzy. Dla niej biznes w Świnoujściu to doskonały interes. Nie ryzykowała niczym. No, może tylko ewentualnym niewielkim uszczerbkiem na reputacji, który udałoby się przykryć z pomocą usłużnych dziennikarzy. Gigantyczne konsekwencje finansowe poniosłoby natomiast miasto, czyli my, mieszkańcy Świnoujścia! Odpowiedź na tytułowe pytanie pozostawiam czytelnikom. Stanisław Możejko PS. Legalność decyzji administracyjnej można kwestionować do 10 lat od dnia jej wydania. Jeżeli Janusz Żmurkiewicz chce w taki sposób gospodarować mieniem miasta to niech da sam dobry przykład i wydzierżawi działkę szwagra na 30 lat na identycznych warunkach... E-r-i-s-o-w-e ł-z-y... ... czyli czy można poważnie traktować firmę Hotele SPA Dr Irena ERIS sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie? Nadal trwa walka polityczna na tle rezygnacji Ireny Eris z 10-groszowej dzierżawy nadmorskiej działki w Świnoujściu. Najbardziej aktualnym jej elementem jest opublikowany w szczecińskim wydaniu Gazety Wyborczej wywiad z Henrykiem Orfingerem, małżonkiem Ireny Eris, pod znamiennym tytułem: Henryk Orfinger: Żona po prostu się popłakała U c z c i w o ś ć O r f i n g e r a Wyróżniona przez redaktora Andrzeja Kraśnickiego (juniora) główna teza wywiadu, brzmi następująco: - Myślę, że gdyby PO była w Świnoujściu u władzy, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz. Nie wierzę, że są tak bezmyślni i głupi - mówi Henryk Orfinger, przewodniczący rady nadzorczej firmy Dr Irena Eris. Straszna jest wymowa tych słów! Rozumiem je następująco: bezmyślni i głupi są ci, którzy nie kradną. Wynika z nich, że uczciwi samorządowcy nie istnieją, bo gdyby dzisiejsza opozycja objęła władzę, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz! Być może takie poglądy wynikają z dotychczasowych doświadczeń Henryka Orfingera w innych gminach. Rzuca to nieciekawe światło (a raczej kładzie się cieniem), na dotychczasowych inwestycjach tej firmy... Z mojego życiowego doświadczenia wynika, że tylko ludziom nieuczciwym zależy na rozpowszechnianiu poglądu, iż ludzi uczciwych nie ma... E k o n o m i c z n a m y ś l O r f i n g e r a Przejdźmy teraz do wyrażanych przez Henryka Orfingera poglądów ekonomicznych: (...) zleciliśmy wycenę działki. Gotowa była we wrześniu 2008, a więc jeszcze zanim zaczął się kryzys. Okazało się, że działka warta jest nieco ponad 12 mln zł (...) Jakby pan policzył, według tych warunków, które mieliśmy w umowie, to z czynszu płaconego przez 30 lat wychodzi około 11 mln zł. Mówimy o dzisiejszych warunkach, bo w umowie jest uwzględniona indeksacja. Można powiedzieć, że czynsz jest rozłożony na lata. Jest, ale działka pozostaje wciąż własnością miasta i jeśli Świnoujście chciałoby ją kiedyś sprzedać, to sprzedałoby ją za dużo większe pieniądze. Redaktor Andrzej Kraśnicki (junior) nie skorzystał z propozycji swojego rozmówcy i nie policzył, czyli nie sprawdził wyliczanki Henryka Orfingera. My możemy się na to pokusić, żeby dzięki temu wykazać intelektualną nieuczciwość małżonka Ireny Eris. Przyjmijmy na chwilę, że wartość działki wynosi 12 mln zł, a więc tyle, ile mówił Henryk Orfinger. Mamy zatem 12-milionowy kapitał w postaci gruntu i chcemy te 12 mln zł komuś pożyczyć, czyli wydzierżawić. Najniższe możliwe do wyobrażenia realne oprocentowanie pożyczonego kapitału, to na dzień dzisiejszy 6%, co oznacza, że najniższy roczny czynsz powinien wynosić 720 tysięcy złotych rocznie! Tymczasem Janusz Żmurkiewicz zgodził się na jedyne 40 tysięcy złotych rocznie! Inaczej można przedstawić ten przypadek następująco: 12 mln zł oddajemy do banku jako lokatę na 30 lat na 5% procent z roczną kapitalizacją odsetek. Po 30 latach na koncie otrzymujemy kwotę: 12 mln x 1,0530 = 43 mln złotych, czyli 12 mln zł pierwotnego kapitału i 31 mln zł odsetek. Ponieważ jednak nawet Janusz Żmurkiewicz podważył publicznie wycenę Henryka Orfingera (konferencja prasowa z 6 lutego), przyjmiemy wartość wspomnianego gruntu 4-krotnie wyżej, czyli na 48 mln złotych, a więc daleko bardziej realnie. Wówczas roczny czynsz powinien wynieść 2 880 tysięcy złotych, tyle bowiem wyniosłyby minimalne 6-procentowe odsetki od 48-milionowego kapitału. Gdyby Janusz Żmurkiewicz zdecydował się na taką właśnie stawkę czynszu dzierżawnego, nie naraziłby się na zarzut niedozwolonej pomocy publicznej. Nie musimy zbytnio wysilać się nad określeniem dokładnej wartości tej działki. O jej wartości świadczy bowiem najlepiej fakt, że może na niej powstać 5-gwiazdkowy hotel, co potwierdziła przecież jednoznacznie firma Ireny Eris. A 5-gwiazdkowa działka kosztuje bardzo, ale to bardzo drogo... Jeżeli przy pomocy wskaźnika 6% spróbujemy obliczyć wartość gruntu, wychodząc od stawki dzierżawy 10 groszy/m2 przez pierwsze kilka lat i 1 zł/m2 później, to według umowy zawartej przez Żmurkiewicza wartość ta wynosi odpowiednio 20 zł/m2 x 32 996 m2 = 659 920 zł lub 200 zł/m2 x 32 996 m2 = 6 599 200 zł. Te proste wyliczenia są jednocześnie komentarzem do ekonomicznej wiedzy Henryka Orfingera, jaką publicznie zaprezentował mieszkańcom województwa... E k o n o m i c z n a m y ś l Ż m u r k i e w i c z a Dla kontrastu obliczmy, jaką wartość gruntu przyjmuje (świadomie lub nieświadomie) Żmurkiewicz, dzierżawiąc grunty przy promenadzie na cele handlowe. Roczna opłata dzierżawna za 1 m2 wynosi od 3.200 do 4.200 zł. Jeśli przyjąć, że są to 6-procentowe odsetki od wartości gruntu, wówczas cena 1m2 wynosi w tym przypadku od 53.000 zł do 70.000 zł/m2 ! Te liczby obnażają politykę Żmurkiewicza: dużym przedsiębiorcom nawet 10-krotnie zaniża wartość gruntu, małym wartość tę co najmniej 10-krotnie zawyża. W ten sposób wzmacnia tendencje do upadania małych rodzinnych firm, a pozwala rosnąć firmom dużym. Natomiast polityka gospodarcza kraju skierowana jest na ułatwienia dla małych i średnich firm, bo to właśnie one stwarzają najwięcej miejsc pracy. Janusz Żmurkiewicz nadawałby się jak ulał do zarządzania jakimś miastem w putinowskiej Rosji, tam bowiem przy wszechogarniającej korupcji wielcy rosną, a małe i średnie firmy ulegają wyniszczaniu lub podporządkowaniu. D l a c z e g o n i e m o ż n a s p r z e d a ć ? Parcelę można wystawić na sprzedaż dopiero wtedy, gdy się ją wydzieli geodezyjnie jako samodzielną działkę. Wydzielenie musi być zgodne z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Tak oto doszliśmy do tego, dlaczego działka, nazywana potocznie przez świnoujścian działką Eris, nie może być aktualnie sprzedana. Nie może, bo plan zagospodarowania dzielnicy nadmorskiej nie istnieje, nie ma więc jak tej działki wydzielić. Za to można ją wydzierżawić, a podstawą do wydzierżawienia jest rysunek na mapie. C z y m o ż n a b u d o w a ć ? Wydzierżawić można, ale czy na takiej parceli można coś legalnie zbudować? Przywołajmy treść art. 61 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Wymienia on warunki, jakie inwestor musi spełnić, by móc budować na terenach, które nie są objęte obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Jak widać, dotyczą one również niedoszłej świnoujskiej inwestycji Ireny Eris. Wśród szeregu warunków dopuszczających budowę, jest i taki: co najmniej jedna działka sąsiednia, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu; Jak wiadomo, tereny sąsiadujące z tzw. działką Eris, porośnięte są roślinnością, toteż do chwili uchwalenia i wejścia w życie planu zagospodarowania przestrzennego, nie można legalnie wydać decyzji o warunkach zabudowy dla jakichkolwiek obiektów! C z a r n y s c e n a r i u s z Przedstawię teraz najczarniejszy scenariusz, jaki mógłby się zrealizować przy kontynuacji procederu z niewydarzoną umową z firmą Ireny Eris. Załóżmy, że na podstawie lewej uchwały i lewej umowy dzierżawy, Janusz Żmurkiewicz wydaje lewą decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Następnie firma składa wniosek o pozwolenie na budowę, takowe lewe dostaje i buduje. Po zakończeniu inwestycji, hotel zaczyna funkcjonować. Mijają lata. Żmurkiewicz-emeryt spędza czas na doglądaniu oponiarni i myjni (w najlepszym dla siebie razie), a Świnoujściem zaczyna się interesować jakaś potężna firma hotelarska, na przykład z USA. Dokonuje rozeznania (firma, nie Żmurkiewicz) i bez większego trudu wykrywa, że konkurencja zbudowała hotel na wielokrotnym, wielopiętrowym naruszeniu prawa. Uruchamia więc potężną kancelarię prawną, ta zaś doprowadza do urzędowego stwierdzenia nieważności decyzji budowlanych i uzyskuje nakaz rozbiórki. Firma Ireny Eris musi zwinąć interes, przedtem jednak występuje o odszkodowanie. Jak myślicie, do kogo? Oczywiście, macie rację, do miasta! Bo to organy miasta bezprawnie wydzierżawiły, a następnie wydały budowlane pozwolenia. W ostatecznym rachunku mogłoby się okazać, że hotel (85 mln złotych) został wybudowany na koszt Świnoujścia, a później na koszt Świnoujścia rozebrany! Wówczas dziadzio Żmurkiewicz wylądowałby na ławie oskarżonych (porównaj losy Zarządu Miasta Szczecina, kierowanego przez Mariana Jurczyka), ale miasto i tak musiałoby te miliony zapłacić. Ten scenariusz nie musiałby się urzeczywistnić, ale przecież mógłby. Amerykanie podobno zaczynają się interesować Polską. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie: czy warto za 10 gr./m2 ryzykować aż tak wiele? Nie dziwię się, że Irena Eris roniła łzy. Dla niej biznes w Świnoujściu to doskonały interes. Nie ryzykowała niczym. No, może tylko ewentualnym niewielkim uszczerbkiem na reputacji, który udałoby się przykryć z pomocą usłużnych dziennikarzy. Gigantyczne konsekwencje finansowe poniosłoby natomiast miasto, czyli my, mieszkańcy Świnoujścia! Odpowiedź na tytułowe pytanie pozostawiam czytelnikom. Stanisław Możejko PS. Legalność decyzji administracyjnej można kwestionować do 10 lat od dnia jej wydania. Uchwała straci moc. Na najbliższej sesji Rady Miasta Świnoujścia rajcy będą głosować w sprawie utraty mocy obowiązującej uchwały w sprawie wydzierżawienia i zgody na zbycie nieruchomości dla Hotele SPA Dr Irena Eris. Przypomnijmy, że firma wycofała się z budowy hotelu SPA nad samym morzem, bo – jak podali jej przedstawiciele – wizerunek firmy zaczął cierpieć w związku z nagonką medialną. Według nich nagonka ta była inspirowana przez opozycję prezydenta Świnoujścia. Pomimo tego firma nie wykluczyła jednak, że stanie do ewentualnego przetargu. – Działka jest atrakcyjna. Planujemy wystawić ją do przetargu. Prezydent nie zdecydował jeszcze, czy będzie to dzierżawa czy sprzedaż – mówi Robert Karelus, rzecznik prasowy prezydenta. Radni będą głosować w sprawie utraty mocy obowiązującej uchwały Rady Miasta Świnoujścia w sprawie wydzierżawienia i zgody na zbycie nieruchomości dla Hotele SPA Dr Irena ERIS sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Prezydent i firma rozwiązali wcześniej umowę za porozumieniem stron. Projekt uchwały przygotowali radni opozycyjni. Jeżeli Janusz Żmurkiewicz chce w taki sposób gospodarować mieniem miasta to niech da sam dobry przykład i wydzierżawi działkę szwagra na 30 lat na identycznych warunkach... E-r-i-s-o-w-e ł-z-y... ... czyli czy można poważnie traktować firmę Hotele SPA Dr Irena ERIS sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie? Nadal trwa walka polityczna na tle rezygnacji Ireny Eris z 10-groszowej dzierżawy nadmorskiej działki w Świnoujściu. Najbardziej aktualnym jej elementem jest opublikowany w szczecińskim wydaniu Gazety Wyborczej wywiad z Henrykiem Orfingerem, małżonkiem Ireny Eris, pod znamiennym tytułem: Henryk Orfinger: Żona po prostu się popłakała U c z c i w o ś ć O r f i n g e r a Wyróżniona przez redaktora Andrzeja Kraśnickiego (juniora) główna teza wywiadu, brzmi następująco: - Myślę, że gdyby PO była w Świnoujściu u władzy, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz. Nie wierzę, że są tak bezmyślni i głupi - mówi Henryk Orfinger, przewodniczący rady nadzorczej firmy Dr Irena Eris. Straszna jest wymowa tych słów! Rozumiem je następująco: bezmyślni i głupi są ci, którzy nie kradną. Wynika z nich, że uczciwi samorządowcy nie istnieją, bo gdyby dzisiejsza opozycja objęła władzę, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz! Być może takie poglądy wynikają z dotychczasowych doświadczeń Henryka Orfingera w innych gminach. Rzuca to nieciekawe światło (a raczej kładzie się cieniem), na dotychczasowych inwestycjach tej firmy... Z mojego życiowego doświadczenia wynika, że tylko ludziom nieuczciwym zależy na rozpowszechnianiu poglądu, iż ludzi uczciwych nie ma... E k o n o m i c z n a m y ś l O r f i n g e r a Przejdźmy teraz do wyrażanych przez Henryka Orfingera poglądów ekonomicznych: (...) zleciliśmy wycenę działki. Gotowa była we wrześniu 2008, a więc jeszcze zanim zaczął się kryzys. Okazało się, że działka warta jest nieco ponad 12 mln zł (...) Jakby pan policzył, według tych warunków, które mieliśmy w umowie, to z czynszu płaconego przez 30 lat wychodzi około 11 mln zł. Mówimy o dzisiejszych warunkach, bo w umowie jest uwzględniona indeksacja. Można powiedzieć, że czynsz jest rozłożony na lata. Jest, ale działka pozostaje wciąż własnością miasta i jeśli Świnoujście chciałoby ją kiedyś sprzedać, to sprzedałoby ją za dużo większe pieniądze. Redaktor Andrzej Kraśnicki (junior) nie skorzystał z propozycji swojego rozmówcy i nie policzył, czyli nie sprawdził wyliczanki Henryka Orfingera. My możemy się na to pokusić, żeby dzięki temu wykazać intelektualną nieuczciwość małżonka Ireny Eris. Przyjmijmy na chwilę, że wartość działki wynosi 12 mln zł, a więc tyle, ile mówił Henryk Orfinger. Mamy zatem 12-milionowy kapitał w postaci gruntu i chcemy te 12 mln zł komuś pożyczyć, czyli wydzierżawić. Najniższe możliwe do wyobrażenia realne oprocentowanie pożyczonego kapitału, to na dzień dzisiejszy 6%, co oznacza, że najniższy roczny czynsz powinien wynosić 720 tysięcy złotych rocznie! Tymczasem Janusz Żmurkiewicz zgodził się na jedyne 40 tysięcy złotych rocznie! Inaczej można przedstawić ten przypadek następująco: 12 mln zł oddajemy do banku jako lokatę na 30 lat na 5% procent z roczną kapitalizacją odsetek. Po 30 latach na koncie otrzymujemy kwotę: 12 mln x 1,0530 = 43 mln złotych, czyli 12 mln zł pierwotnego kapitału i 31 mln zł odsetek. Ponieważ jednak nawet Janusz Żmurkiewicz podważył publicznie wycenę Henryka Orfingera (konferencja prasowa z 6 lutego), przyjmiemy wartość wspomnianego gruntu 4-krotnie wyżej, czyli na 48 mln złotych, a więc daleko bardziej realnie. Wówczas roczny czynsz powinien wynieść 2 880 tysięcy złotych, tyle bowiem wyniosłyby minimalne 6-procentowe odsetki od 48-milionowego kapitału. Gdyby Janusz Żmurkiewicz zdecydował się na taką właśnie stawkę czynszu dzierżawnego, nie naraziłby się na zarzut niedozwolonej pomocy publicznej. Nie musimy zbytnio wysilać się nad określeniem dokładnej wartości tej działki. O jej wartości świadczy bowiem najlepiej fakt, że może na niej powstać 5-gwiazdkowy hotel, co potwierdziła przecież jednoznacznie firma Ireny Eris. A 5-gwiazdkowa działka kosztuje bardzo, ale to bardzo drogo... Jeżeli przy pomocy wskaźnika 6% spróbujemy obliczyć wartość gruntu, wychodząc od stawki dzierżawy 10 groszy/m2 przez pierwsze kilka lat i 1 zł/m2 później, to według umowy zawartej przez Żmurkiewicza wartość ta wynosi odpowiednio 20 zł/m2 x 32 996 m2 = 659 920 zł lub 200 zł/m2 x 32 996 m2 = 6 599 200 zł. Te proste wyliczenia są jednocześnie komentarzem do ekonomicznej wiedzy Henryka Orfingera, jaką publicznie zaprezentował mieszkańcom województwa... E k o n o m i c z n a m y ś l Ż m u r k i e w i c z a Dla kontrastu obliczmy, jaką wartość gruntu przyjmuje (świadomie lub nieświadomie) Żmurkiewicz, dzierżawiąc grunty przy promenadzie na cele handlowe. Roczna opłata dzierżawna za 1 m2 wynosi od 3.200 do 4.200 zł. Jeśli przyjąć, że są to 6-procentowe odsetki od wartości gruntu, wówczas cena 1m2 wynosi w tym przypadku od 53.000 zł do 70.000 zł/m2 ! Te liczby obnażają politykę Żmurkiewicza: dużym przedsiębiorcom nawet 10-krotnie zaniża wartość gruntu, małym wartość tę co najmniej 10-krotnie zawyża. W ten sposób wzmacnia tendencje do upadania małych rodzinnych firm, a pozwala rosnąć firmom dużym. Natomiast polityka gospodarcza kraju skierowana jest na ułatwienia dla małych i średnich firm, bo to właśnie one stwarzają najwięcej miejsc pracy. Janusz Żmurkiewicz nadawałby się jak ulał do zarządzania jakimś miastem w putinowskiej Rosji, tam bowiem przy wszechogarniającej korupcji wielcy rosną, a małe i średnie firmy ulegają wyniszczaniu lub podporządkowaniu. D l a c z e g o n i e m o ż n a s p r z e d a ć ? Parcelę można wystawić na sprzedaż dopiero wtedy, gdy się ją wydzieli geodezyjnie jako samodzielną działkę. Wydzielenie musi być zgodne z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Tak oto doszliśmy do tego, dlaczego działka, nazywana potocznie przez świnoujścian działką Eris, nie może być aktualnie sprzedana. Nie może, bo plan zagospodarowania dzielnicy nadmorskiej nie istnieje, nie ma więc jak tej działki wydzielić. Za to można ją wydzierżawić, a podstawą do wydzierżawienia jest rysunek na mapie. C z y m o ż n a b u d o w a ć ? Wydzierżawić można, ale czy na takiej parceli można coś legalnie zbudować? Przywołajmy treść art. 61 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Wymienia on warunki, jakie inwestor musi spełnić, by móc budować na terenach, które nie są objęte obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. Jak widać, dotyczą one również niedoszłej świnoujskiej inwestycji Ireny Eris. Wśród szeregu warunków dopuszczających budowę, jest i taki: co najmniej jedna działka sąsiednia, dostępna z tej samej drogi publicznej, jest zabudowana w sposób pozwalający na określenie wymagań dotyczących nowej zabudowy w zakresie kontynuacji funkcji, parametrów, cech i wskaźników kształtowania zabudowy oraz zagospodarowania terenu, w tym gabarytów i formy architektonicznej obiektów budowlanych, linii zabudowy oraz intensywności wykorzystania terenu; Jak wiadomo, tereny sąsiadujące z tzw. działką Eris, porośnięte są roślinnością, toteż do chwili uchwalenia i wejścia w życie planu zagospodarowania przestrzennego, nie można legalnie wydać decyzji o warunkach zabudowy dla jakichkolwiek obiektów! C z a r n y s c e n a r i u s z Przedstawię teraz najczarniejszy scenariusz, jaki mógłby się zrealizować przy kontynuacji procederu z niewydarzoną umową z firmą Ireny Eris. Załóżmy, że na podstawie lewej uchwały i lewej umowy dzierżawy, Janusz Żmurkiewicz wydaje lewą decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Następnie firma składa wniosek o pozwolenie na budowę, takowe lewe dostaje i buduje. Po zakończeniu inwestycji, hotel zaczyna funkcjonować. Mijają lata. Żmurkiewicz-emeryt spędza czas na doglądaniu oponiarni i myjni (w najlepszym dla siebie razie), a Świnoujściem zaczyna się interesować jakaś potężna firma hotelarska, na przykład z USA. Dokonuje rozeznania (firma, nie Żmurkiewicz) i bez większego trudu wykrywa, że konkurencja zbudowała hotel na wielokrotnym, wielopiętrowym naruszeniu prawa. Uruchamia więc potężną kancelarię prawną, ta zaś doprowadza do urzędowego stwierdzenia nieważności decyzji budowlanych i uzyskuje nakaz rozbiórki. Firma Ireny Eris musi zwinąć interes, przedtem jednak występuje o odszkodowanie. Jak myślicie, do kogo? Oczywiście, macie rację, do miasta! Bo to organy miasta bezprawnie wydzierżawiły, a następnie wydały budowlane pozwolenia. W ostatecznym rachunku mogłoby się okazać, że hotel (85 mln złotych) został wybudowany na koszt Świnoujścia, a później na koszt Świnoujścia rozebrany! Wówczas dziadzio Żmurkiewicz wylądowałby na ławie oskarżonych (porównaj losy Zarządu Miasta Szczecina, kierowanego przez Mariana Jurczyka), ale miasto i tak musiałoby te miliony zapłacić. Ten scenariusz nie musiałby się urzeczywistnić, ale przecież mógłby. Amerykanie podobno zaczynają się interesować Polską. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie: czy warto za 10 gr./m2 ryzykować aż tak wiele? Nie dziwię się, że Irena Eris roniła łzy. Dla niej biznes w Świnoujściu to doskonały interes. Nie ryzykowała niczym. No, może tylko ewentualnym niewielkim uszczerbkiem na reputacji, który udałoby się przykryć z pomocą usłużnych dziennikarzy. Gigantyczne konsekwencje finansowe poniosłoby natomiast miasto, czyli my, mieszkańcy Świnoujścia! Odpowiedź na tytułowe pytanie pozostawiam czytelnikom. Stanisław Możejko PS. Legalność decyzji administracyjnej można kwestionować do 10 lat od dnia jej wydania. - Myślę, że gdyby PO była w Świnoujściu u władzy, zrobiłaby to samo, co prezydent Żmurkiewicz. Nie wierzę, że są tak bezmyślni i głupi - mówi Henryk Orfinger, przewodniczący rady nadzorczej firmy Dr Irena Eris Firma Dr Irena Eris chciała wybudować w Świnoujściu luksusowy ośrodek SPA. Za 85 mln zł miała powstać baza zabiegowa, kompleks basenowy, fitness, boisko do squasha, kort tenisowy, dwie restauracje i część hotelowa dla 200 gości. Świnoujski ośrodek miał dać pracę 160 osobom i przyjmować 10 tys. gości rocznie. Całość planowana była na wydzierżawionej od Świnoujścia działce. Opozycyjni radni PO zarzucili prezydentowi Januszowi Żmurkiewiczowi (kojarzonemu z SLD), że warunki umowy są dla miasta niekorzystne. Skierowali sprawę do prokuratury, ale ta nie dopatrzyła się przestępstwa. To nie powstrzymało kolejnych ataków i oskarżeń o działanie na szkodę miasta. W styczniu inwestor wycofał się z inwestycji, tłumacząc, że nie chce być narzędziem PO w politycznej walce z prezydentem. Andrzej Kraśnicki jr: Dlaczego chcieliście państwo zainwestować akurat w Świnoujściu? ![]() Henryk Orfinger: - Nie jesteśmy wielką firmą, ale mamy silną markę. O naszą inwestycję ubiegała się Polanica Zdrój, Krynica Morska, Kołobrzeg, Ciechocinek, a także Świnoujście. Trzy lata temu miasto zaproponowało nam wzięcie udziału w przetargu na stary szpital wojskowy. Ten obiekt nam nie odpowiadał. Ale z rozmowy z wiceprezydentem Andrzejem Szczodrym, który był naszym przewodnikiem, wyszło, że Świnoujście dysponuje wolnymi terenami. Nie było jednak tak, że w ciągu pięciu minut wszystko załatwiliśmy. Interesujący nas teren nie miał i nie ma zresztą do dziś planu zagospodarowania przestrzennego. Poza tym zbliżały się wybory samorządowe. Samorząd skupił się na czym innym. Ostatecznie rozmowy trwały prawie rok. Miasto mogło po prostu wystawić działkę na przetarg, państwa firma by ją kupiła i nie byłoby awantury. - Oczywiście, miasto mogło tak zrobić. Tyle że sprzedanie działki bez planu zagospodarowania przestrzennego jest trudne. Ktoś bowiem kupi taką nieruchomość, a potem władze uchwalą taki plan, który nie pozwoli w tym miejscu zrealizować pierwotnych planów. Nie musi tak być, ale ryzyko jest. ![]() - Jeszcze przed podpisaniem umowy byliśmy na spotkaniu z radą miasta. Przedstawiliśmy dość szczegółową wizję tego, co chcemy w Świnoujściu zrobić. Potem były pytania. Na przykład, czy teren będzie ogrodzony, czy będzie ochrona. Nie było jednak dyskusji, która by wskazywała, że są jakieś poważne problemy. Potem zresztą rada zatwierdziła projekt umowy, podpisaliśmy ją i wzięliśmy się do roboty. Wtedy zaczęła się awantura o wycięcie 500 z około 4 tysięcy drzew rosnących na tej działce. Musieliśmy je wyciąć, żeby przygotować teren pod inwestycje. Tam były takie chaszcze, że nawet geodeci nie mieli jak pracować. Wcześniej zleciliśmy inwentaryzację roślinności, zatrudniliśmy rzeczoznawcę, który wyznaczył drzewa martwe i nierokujące na przeżycie. Część drzew planowanych do wycinki została, bo okazało się, że sąsiaduje z roślinnością chronioną. Zorientowaliśmy się, że atmosfera zaczyna robić się niedobra. Zrobiliśmy wówczas coś, czego jeszcze nie mówiłem: zleciliśmy wycenę działki. Gotowa była we wrześniu 2008, a więc jeszcze zanim zaczął się kryzys. Okazało się, że działka warta jest nieco ponad 12 mln zł. Przetarg na dzierżawę terenu z którego wycofała się firma Dr Eris zapowiedział na konferencji prasowej prezydent Janusz Żmurkiewicz. Przetarg na dzierżawę a nie na sprzedaż, ponieważ nie ma planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu i miasto nie może sprzedać działek nad morzem. Przetarg, który ma być przygotowany – jak zapowiada prezydent – ma „faworyzować” firmy, które będą chciały postawić tam hotel z działalnością spa co ma uniemożliwić wybudowania następnych apartamentowców. Hotel o wysokim standardzie ma być „sercem” tego miejsca wokół którego będą powstawać następne obiekty o podobnym standardzie i przeznaczeniu. Wówczas jest szansa na ożywienie Świnoujścia po sezonie. Firma Dr Eris wycofała się z dzierżawy terenu - jednak, teraz gdy zostanie ogłoszony przetarg władze miasta mają nadzieje że firma ta wróci do pomysłu inwestowania w naszym mieście i stanie do przetargu. W piśmie informującym o rezygnacji z dzierżawy działki nad morzem firma Pani Dr Eris zaznaczyła, że nie wyklucza jednak w przyszłości zainwestować w Hotel i bazę spa w Świnoujściu. Nieustanna, negatywna kampania medialna wsparta nieprawdziwymi informacjami to według zarządu Hotele SPA Dr Irena Eris powód rezygnacji z projektu budowy w Świnoujściu hotelu tej marki. W oświadczeniu do mediów firma przypomina, że obiekt miał powstać nad samym morzem. Planowano, że po hotelach w Krynicy-Zdroju i na Wzgórzach Dylewskich będzie to trzeci z tą marką w Polsce. Prezes zarządu spółki Tomasz Pieniążek twierdzi, że przedsiębiorstwo padło ofiarą lokalnych rozgrywek politycznych i nagonki medialnej. - Podawano nieprawdziwe informacje i szkalowano porządnych ludzi, którzy z nami pracują w różnych miejscowościach - uważa Pieniążek. Projekt zakładał budowę hotelu o powierzchni ponad 14 tys. metrów kwadratowych z 87 pokojami i kosmetycznym Instytutem Dr Irena Eris z 30 gabinetami zabiegowymi i centrum SPA na powierzchni ponad 1000 metrów kwadratowych. W hotelu zatrudnienie znalazłoby 160 osób. Zarząd Hotele SPA pisze, że "nie może narażać dobrego imienia firmy na bycie ofiarą politycznych sporów w mieście". Radio Szczecin - Lidia Krawczuk-Janicka {audio}mp3/erissss.mp3{/audio} Firma Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris wycofała się z inwestycji w Świnoujściu. Na 3 hektarowej działce nad samym morzem miał powstać kompleks hotelowy z 87 pokojami, wart ponad 80 mln złotych. Inwestycja, nim jeszcze podpisano umowę budziła kontrowersje. Prezydent za zgodą Rady Miasta wydzierżawił działkę bez przetargu. Sprzeciwiała się temu m.in. Platforma Obywatelska. Radni tej partii zawiadomili prokuraturę, jednak ta nie doszukała się znamion przestępstwa, ponadto sprawą zainteresowała się Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. korupcji. - To właśnie działania opozycji stały za tym, że firmy Ireny Eris wycofała się - mówi Janusz Żmurkiewicz, prezydent Świnoujścia. Prezydent dodał, że wystawi działkę do przetargu. Na razie nie udało nam się uzyskać komentarza ze strony Platformy, a także od przedstawicieli firmy Ireny Eris. Radio Szczecin - Sławomir Orlik {audio}mp3/eriss.mp3{/audio} Wydawało się, że po prezentacji Hotelu SPA Dr Irena Eris, które odbyło się 4 grudnia ubr. w Świnoujściu, zarząd firmy, zgodnie z zapowiedziami, na wiosnę 2009 roku rozpocznie realizację planu inwestycyjnego i harmonogramu projektu budowy pięciogwiazdkowego hotelu w Świnoujściu, trzeciej inwestycji firmy na terenie kraju. Tak się niestety nie stanie. Firma Hotele SPA Dr Irena Eris zrezygnowała z budowy w Świnoujściu. Możemy się tylko domyślać dlaczego zapadła taka decyzja i komu na tym tak bardzo zależało... Więcej przekażemy w programie w poniedziałek, 12.01.2009 Telewizja Świnoujście
Mąż wybrał… Świnoujście mnie zachwyciło - powiedział Henryk Orfinger, mąż Ireny Eris. To właśnie po jego wizycie małżeństwo zdecydowało się kolejny hotel spa postawić właśnie w mieście nad Świną. W czwartek w ośrodku szkoleniowo-wypoczynkowym „Afrodyta” zaprezentowano projekt. - Mieliśmy wiele propozycji - mówi Irena Eris. - Świnoujście obejrzał mój mąż. Wrócił do Warszawy zachwycony.
Janusz Żmurkiewicz, prezydent Świnoujścia i popierający go radni twierdzą, że inwestycja taka jest potrzebna miastu. Dzięki niej odwrócony zostanie dosyć niekorzystny trend - sprzedaż ziemi, na której inwestorzy zamiast budować hotele, budują apartamentowce. Inwestycja ma także uatrakcyjnić ok. 25 ha terenów sąsiednich, które miasto chce przeznaczyć w najbliższych latach do zagospodarowania. Summa summarum pieniądze za dzierżawę też po tych trzech latach nie będą najgorsze. Będzie to ok. 409 tys. zł rocznie. Hotel SPA Dr Irena Eris powstanie w pasie nadmorskim. Budowa ma rozpocząć się w 2009 r., a zakończyć w 2011. Jak podali projektanci hotel ma mieć bardziej miejski charakter w porównaniu do poprzednich. Wszystko podzielone zostanie na pięć stref. W holu będzie widać kładkę prowadzącą nad morze. Ma tutaj być 87 pokoi oraz 35 gabinetów zabiegowych. Będą też m.in. takie punkty jak restauracja, bar czy sala konferencyjna. Sam hotel będzie raczej słabo widoczny z plaży. Przysłoni go zieleń. Zatrudnienie ma znaleźć tutaj 160 osób. Inwestycja będzie kosztować 85 milionów zł.
- Jeżeli ktoś wybiera miejsce na wypoczynek, to raczej woli unikać tego typu miejsc. Sama świadomość, że coś takiego istnieje w pobliżu może być uciążliwa - powiedziała I. Eris. Bartosz TURLEJSKI Kurier Szczeciński Kontrowersyjna wycinka drzew w dzielnicy nadmorskiej w Świnoujściu. Inwestor, firma "Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris", który chce wybudować na trzech hektarach kompleks hotelowy, wyciął pół tysiąca drzew. - To skandal! - mówi opozycja, m.in. radna Platformy Obywatelskiej Irena Kurszewska. Sławomir Orlik Polskie Radio Szczecin Prokuratura w Kamieniu Pomorskim umorzyła dziś śledztwo w sprawie bezprzetargowego wydzierżawienia 3 ha terenu przy świnoujskiej plaży firmie "Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris".
Umowę podpisał prezydent Świnoujścia, po uzyskaniu zgody większości radnych tamtejszej Rady Miasta. Radni z Platformy Obywatelskiej, którzy byli przeciwni, pół roku temu złożyli doniesienie do prokuratury. Zakończenie postępowania było kilkukrotnie przedłużane, przesłuchano m.in. radnych, prezydenta, a także Henryka Orfingera, prezesa firmy i męża Ireny Eris. Nie doszukaliśmy się znamion przestępstwa mówi prokurator rejonowy w Kamieniu Pomorskim Jarosław Przewoźny. Zażalenie na decyzję prokuratury mogłaby złożyć Rada Miasta. Jak powiedziała przewodnicząca klubu PO w Radzie Irena Kurszewska z jakimikolwiek decyzjami klub wstrzyma się do czasu otrzymania uzasadnienia decyzji prokuratury na piśmie. Komentarza Janusza Żmurkiewicza nie udało nam się uzyskać, jest na 2 tygodniowym urlopie. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy sprawę od kilku miesięcy bada też Centralne Biuro Antykorupcyjne. Radio Szczecin - Sławomir Orlik |
|
|













