|
Środa, 16. Wrzesień 2009 14:56 |
|
Nad inwestycjami w Międzyzdrojach zawisły czarne chmury kryzysu. Włodarze kurortu nie mają wątpliwości, że brak rozstrzygnięcia pierwszego przetargu na wielomilionową sprzedaż gminnego terenu zwanego Kawczą Górą ma związek z sytuacją gospodarczą w kraju i na świecie. – Jeszcze rok temu, gdybyśmy mieli tę nieruchomość przygotowaną do zbycia, sprzedalibyśmy ją na pniu – twierdzi burmistrz Międzyzdrojów Leszek Dorosz.
Chętnych na Kawczą Górę było wielu. Dziś zainteresowani wyraźnie wolą poczekać na lepszą koniunkturę.
– My również nie będziemy się spieszyć. Gdy rynek się umocni, a my będziemy mieli gotowy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, być może uzyskamy za Kawczą Górę lepszą cenę – uważa Leszek Dorosz, burmistrz Międzyzdrojów. – Owszem, były sygnały mówiące: „Jak spuścicie z ceny, to my kupimy”, jednak my nie chcemy niższej kwoty. Cena wywoławcza brzmi 26,5 mln zł. Odtąd tylko w górę.
Kryzys zajrzał do Międzyzdrojów z różnych stron. Rząd zmniejszył subwencję oświatową, a sprzedaż gminnego mienia jest na poziomie dużo niższym niż w 2008 r. Od grudnia zeszłego roku do czerwca milczały w urzędzie telefony od zainteresowanych nabyciem gminnych nieruchomości. Natomiast wielu inwestorów, którzy mają tu działki i byli zdecydowani budować (otrzymali już nawet stosowne pozwolenia), wstrzymało rozpoczęcie planowanych inwestycji.
– Nawet bogate przedsiębiorstwo naftowe Statoil z amerykańsko-norweskim kapitałem przesunęło w czasie realizację nowej stacji benzynowej, która miała stanąć przy wjeździe do miasta już wiosną tego roku – podkreśla L. Dorosz.
Jednak według burmistrza zastój w inwestycjach to sytuacja niegroźna i przejściowa. Potrwa jeszcze rok, może dwa. Drugi przetarg na Kawczą Górę zaplanowano 15 października. Miasto o sprzedaż jest spokojne, nawet jeśli nie dojdzie do niej w tym roku. Aktualnie prowadzone są rozmowy z pięcioma chętnymi podmiotami.
– Trzy z nich interesowały się działką już przed pierwszym przetargiem, dwa nowe to firma z kapitałem irlandzko-niemieckim oraz fundusz inwestycyjny z Warszawy – informuje L. Dorosz. – Niektórzy twierdzą, że są zdecydowani kupić tę działkę, ale… najwcześniej w drugiej połowie 2010 roku. My możemy poczekać. Budżet gminy się nie zawali.
Małgorzata AFTEWICZ.
Kurier Szczeciński
|