Flota - dowód na to, że cuda się zdarzają... - Nowy Wyspiarz
Flota - dowód na to, że cuda się zdarzają...rozmowa z członkami Zarządu MKS Flota, prezesem...
Czytaj więcej
|
|
Flota - dowód na to, że cuda się zdarzają...rozmowa z członkami Zarządu MKS Flota, prezesem...
Czytaj więcej
|
Duży Lotek
2012-05-17 6 19 23 38 48 49 Multi Multi 2012-05-17 14:00 9 14 18 21 24 29 32 38 40 42 45 51 52 54 55 56 59 64 65 68 Plus 40 Multi Multi 2012-05-17 22:15 1 2 3 5 6 8 9 10 18 26 27 34 41 43 46 53 58 60 63 77 Plus 34 Twój Szczęśliwy Numerek Express Lotek 2012-05-17 14 17 32 37 38 Zakłady Specjalne |
Człowiek z M-3 - Nowy Wyspiarz |
|
|
|
| Wtorek, 02. Marzec 2010 06:40 | |
![]() Mieszkańcy Świnoujścia, którzy mają dwa mieszkania zazwyczaj jedno z nich przeznaczają pod wynajem. Wielu na własnej skórze przekonało się już, że zawarcie umowy z nieodpowiednimi ludźmi oznacza spore kłopoty. Ponieważ na rynku mieszkań jest więcej niż chętnych do ich wynajęcia, właściciele coraz częściej padają ofiarą naciągaczy. Bywa, że lokatorzy znikają nie rozliczywszy się z właścicielem, okradają mieszkanie, niszczą je lub nie chcą go opuścić. Najbezpieczniej wynająć mieszkanie firmie czy wojsku, ale nie każdy ma taki fart. Pan Zbigniew (imię zmienione) mieszka w Świnoujściu od kilku lat. Pochodzi spod Kłodzka. Po śmierci żony sprzedał firmę i osiadł na wyspie Uznam, gdzie kupił dwa mieszkania w centrum miasta. W turystycznej miejscowości położonej w Kotlinie Kłodzkiej ma dom. Obecnie mieszka w nim bratanica z rodziną, bo własnych dzieci pan Zbigniew nie ma. Kiedy sprowadził się do Świnoujścia, przez pierwsze lata wynajmował jedno z mieszkań wyłącznie podczas sezonu letniego. Wkrótce stwierdził, że za dużo z tym zachodu. – Trzeba co kilka dni szukać nowych lokatorów, robić generalne porządki. Nie miałem do tego ani siły, ani głowy. – przyznaje. Postanowił znaleźć lokatorów, którzy zadomowią się w jego mieszkaniu na dłużej. Poszperał w miejscowych ogłoszeniach i znalazł małżeństwo trzydziestoparolatków. Było to ponad 2 lata temu. Na początku nic nie zapowiadało obecnych kłopotów. Lokatorzy nie sprawiali żadnych problemów. Czynsz płacili regularnie, mieszkanie utrzymywali we względnym porządku i nie dawali się we znaki sąsiadom. Co prawda kiedy się sprowadzili, pan Zbigniew musiał zabrać stamtąd meble, bo posiadali własne, ale nie narzekał. Miał stały miesięczny dochód z mieszkania, który dokładał do emerytury. Tak było przez półtora roku. Kłopoty zaczęły się w lipcu, kiedy przestali płacić. Nie regulowali również rachunków za prąd, gaz i wodę. Na początku września pan Zbigniew wypowiedział im umowę najmu. Na wyprowadzenie się mieli czas do października. Wtedy kobieta zaczęła prosić, żeby przedłużył im termin do końca listopada. Obiecała opuścić mieszkanie i uregulować dług. Zrobiło się tego już przeszło 4 tys. – Dziś wiem, że grała na zwłokę. Pieniędzy nie wpłaciła, nie otwierała drzwi, choć przychodziłem o różnych porach i ponad wszelką wątpliwość wiedziałem, że są w domu. – opowiada pan Zbigniew. – Gdy przyszedł dzień, w którym mieli się wyprowadzić, poszedłem do zakładu energetycznego i zgłosiłem, żeby wyłączyli w mieszkaniu prąd. Po kilku dniach najemcy wynieśli się wreszcie, ale zostawili część swoich rzeczy. Od tamtego czasu nie mam z nimi żadnego kontaktu. Opuścili mieszkanie ukradkiem, nie zdali kluczy, nie odbierają telefonu, nie spłacili długu.– wylicza z rozżaleniem. Prawnik, do którego pan Zbigniew udał się po poradę zasugerował, żeby wziął przedstawiciela spółdzielni i komisyjnie wymienił zamek, co mężczyzna zrobił. Dzięki temu ma nowe klucze i dostęp do mieszkania, ale korzystać z niego nie może, bo wciąż są tam meble i rzeczy pozostawione przez lokatorów. Pan Zbigniew chce odzyskać pieniądze i móc wreszcie rozporządzać swoim mieszkaniem. Udał się więc do świnoujskiego sądu, przedstawił umową cywilno-prawną zawartą z byłymi lokatorami. Usłyszał jednak, że aby zgłosić sprawę, najpierw musi ustalić adres dłużników. Bez tego wszczęcie postępowania nie jest możliwe. I tak kółko się zamknęło. To jednak nie wszystko! - Mam poważny kłopot, bo lokatorzy co prawda opuścili moje mieszkanie, ale nie zadbali o swoje rzeczy i praktycznie zniknęli bez śladu. Mogą być teraz wszędzie: na drugim końcu Polski, zagranicą. Z tego, co mi powiedział prawnik wynika, że jeśli chcę działać zgodnie z prawem, to nie wolno mi wystawić dobytku tych ludzi na ulicę. Mogę przekazać ich rzeczy do jakiegoś magazynu, a nawet wywieźć je na śmietnik, jednak zanim to zrobię, powinienem wyznaczyć konkretną datę i godzinę, poinformować o tym wieszając kartkę na klatce schodowej budynku i dając anons w prasie. Ale jest jeden podstawowy warunek: wcześniej muszę powiadomić o tym fakcie lokatorów i to z co najmniej 2-tygodniowym wyprzedzeniem! Tylko jak mam to zrobić, skoro nie wiem, gdzie są?! – denerwuje się pan Zbigniew. Kłopoty z najemcami, którzy nie regulują czynszu czy rachunków, nie chcą się wyprowadzić czy też w inny sposób blokują mieszkanie, zdarzają się coraz częściej. Z pomocą pospieszył rząd. Właściciele mieszkań i domów mogą już wynajmować je bez obawy, że nie pozbędą się lokatorów, którzy nie płacą czynszu. Taki komfort daje im nowa umowa najmu okazjonalnego i oświadczenie najemcy o poddaniu się eksmisji. Właściciel mieszkania będzie mógł wykwaterować lokatorów bez wyroku sądowego. Warunkiem jest podpisanie umowy okazjonalnej i zgłoszenie jej w urzędzie skarbowym. Wprowadzając nowe przepisy, rząd chce walczyć z szarą strefą na rynku wynajmu mieszkań. Pan Zbigniew przyznaje, że umowa, którą zawarł z lokatorami, nie była zgłoszona w skarbówce. - Może właśnie dlatego ci ludzie czują się bezkarni? – pyta. Ewa Porat
|