– Brak jest podstaw do przyjęcia, że w PEC doszło do wyrządzenia znacznej szkody majątkowej. Nadto w działaniach Grażyny Kołowieckiej, pełniącej funkcję Prezesa Zarządu PEC Sp. z o.o. w Świnoujściu nie dopatrzono się żadnych nieprawidłowości – stwierdził Zastępca Prokuratora Rejonowego w Świnoujściu Mariusz Gajewski.

To nie wszystko. Jak się okazało, to właśnie z winy jednego z pracowników, który później złożył zawiadomienie do prokuratury na prezes PEC, waga przenośnikowa pracowała bez legalizacji i wskazywała błędne wyniki.

W uzasadnieniu umorzenia śledztwa prokurator wskazał, że to cyt. ”Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Zakładowej Organizacji Związkowej przy PEC w Świnoujściu (…) był zatrudniony w tym przedsiębiorstwie na stanowisku starszego mistrza ds. eksploatacji i to na jego wniosek zamontowano, a następnie uruchomiono (…) falownik do wagi przenośnikowej, zaś wagę wykorzystywano bez ponownej legalizacji.

To właśnie ten pracownik w imieniu związku „Solidarność” przy PEC był jednym z autorów zawiadomienia prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezes PEC Grażynę Kołowiecką.

Sprawa ma swój początek w 2017 roku. W lipcu tego roku portal iswinoujscie.pl opublikował artykuł, w którym opierając się na anonimowym pracowniku firmy, sugerował, że w PEC doszło do afery związanej ze zniknięciem opału wartego około 400 tys. złotych. Wkrótce do prokuratury trafiło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezes PEC poprzez brak nadzoru na realizacją i wykorzystaniem opału węglowego, co doprowadziło – zdaniem autorów zawiadomienia –do niedoboru tego surowca o łącznej wartości ponad 318 tys. złotych, a tym samym do wyrządzenia PEC znacznej szkody majątkowej. Zawiadomienie złożyły komisja zakładowa „Solidarności” oraz Rada Pracownicza działające przy PEC.

W toku postępowania w prokuratorze okazało się, że przed „zniknięciami opału” na wniosek mistrza ds. eksploatacji i jednocześnie przewodniczącego komisji zakładowej „Solidarności” ingerowano w instalację nawęglania. Konkretnie do wagi przenośnikowej zamontowano falownik z ręczną regulacją prędkości taśmy podajnika. Mało tego. Pracownicy, który tego dokonali, w tym wnioskodawca ingerencji, nie zgłosili tego dyrekcji przedsiębiorstwa, w związku z czym nie dokonano – co jest w takich przypadkach wymagane – ponownej legalizacji wagi. Wprowadzone zmiany spowodowały, że przy zmniejszeniu prędkości taśmy wskazania wagi były błędne. Sprawa ingerencji w instalację i nie zgłoszenie tego faktu oraz co się z tym wiąże nie wykonanie ponownej legalizacji wagi wyszły na jaw, gdy sprawą zajęła się komisja inwentaryzacyjna, powołana przez prezes PEC Grażynę Kołowiecką. Na wniosek komisji waga została sprawdzona przez specjalistyczną firmę z Polic.

Dodatkowo prezes Kołowiecka, zleciła dodatkowe wyjaśnienie przez Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie przyczyn rozbieżności pomiędzy stanem ewidencyjnym a faktyczną ilością opału. Naukowcy z ZUT doszli do takich samych wniosków, jak komisja inwentaryzacyjnej PEC. W swojej opinii napisali, że rozbieżność pomiędzy stanem ewidencyjnym a faktycznym miału opałowego wynikała z błędnego działania wagi przenośnikowej (tej przy której ingerowali pracownicy). Dodali też, że faktyczne zużycie opału w tym okresie bilansuje się z wytworzoną w tym czasie energią cieplną.

BIK UM Świnoujście